Shop Mobile More Submit  Join Login
About Deviant SweetChild-of-PrayerFemale/Antarctica Recent Activity
Deviant for 3 Years
Needs Core Membership
Statistics 40 Deviations 5 Comments 819 Pageviews
×

Favourites

Activity


Obalamy korpomity.

1. Nie wyrabiasz się, bierzesz nadgodziny, żeby trochę nadrobić (nie to, że ja bo ja odliczam minuty do wyjścia, ale ogólnie)

Źle. Nie bierze się nadgodzin. Jeśli bierzecie nadgodziny, nie jesteśmy w stanie obiektywnie zmierzyć, ile czasu potrzeba na wykonanie procesu. Róbcie tyle, ile robi się w ramach godzin pracy. Niektórzy się wyrabiają.

2. Odpuszczasz urlop, żeby trochę nadrobić (również nie ja, urlop jest cudowny)

Źle. Urlop trzeba brać, zwłaszcza masowo pod koniec roku, bo jeszcze nie daj Boże będziemy musieli wam za niego wypłacić. Pamiętacie tylko, że nie bierzemy wszyscy naraz, nawet jeśli na wykorzystanie zostają 2 miesiące bo przecież ktoś pracować musi.

3. Nie dajesz sobie rady w zespole robiącym pokręcone rzeczy, więc grzecznie prosisz o możliwość przeniesienia do innego zespołu, który robi nieco mniej pokręcone rzeczy (bardzo ja)

Źle. Za krótko pracujesz, żeby obiektywnie ocenić swoje umiejętności, a wiedza przychodzi z czasem. I to nie u każdego, bo można przepracować kilka lat, a pokręcone rzeczy dalej wydają się tak samo pokręcone. Ale co się przejmujesz, trzeba się trochę wyluzować i robić swoje, klient się na ciebie nie skarżył, więc nie jest źle. To, że czegoś nie rozumiesz, nie ma żadnego znaczenia. Nie podchodź idealistycznie (!!!) do pracy, bo nigdzie nie da się rozwiązać wszystkiego w jednym momencie. Masz zespół, na który możesz liczyć, masz też nas, do których możesz przyjść i dobrze, że to robisz (ale trochę przesadzasz). Zostań tam gdzie jesteś, to fantastyczne wyzwanie a wyzwania trzeba podejmować (poza tym nie chce nam się znowu szukać kogoś nowego i uczyć go tych wszystkich dziwnych rzeczy, więc twoja obecność jest jak najbardziej w naszym interesie a to jest przecież NAJWAŻNIEJSZE).

I guess we're going old school. Któregoś przełomowego dnia trzeba będzie po prostu przynieść wypowiedzenie.

Swoją drogą jak łatwo jest stworzyć iluzję względnie ogarniętej, kompetentnej osoby, która dobrze wykonuje swoją pracę. Jest zajebiście, bo nikt się nie skarży.
Umiejętność kreowania fikcji: + 500
Brawo ja.
Nie można mieć wszystkiego.

Wiem, że dobrze jest wszędzie tam, gdzie nas nie ma. Wiem, że wyobrażenia zazwyczaj są lepsze niż rzeczywistość a oczekiwania większe niż możliwości. Wiem, że zajebiście jest wytrwale dążyć do celu nie przejmując się porażkami, podejmować wyzwania i samorealizować się pod wszystkimi możliwymi względami.
I wiem, że to nie na moją głowę.

Let the symphony of hate begin!

Co można mieć?

Żeby nie było, że wyłącznie narzekam i narzekanie to jest monotematyczne (bo zasadniczo będzie), na początek kilka pozytywów.

a) jestem zdrowa (to jest naprawdę super, choć teraz nie pogardziłabym mniej lub bardziej lewym L4; po prostu nienawidzę mojej pracy)
b) moja rodzina jest zdrowa (to jest naprawdę spoko)
c) dobrze mi się mieszka z moja lokatorką - może poza chwilami, w których słucha Timberlake'a (za często) i spotyka się ze swoimi facetami wciąż nie mogąc zdecydować, którego z nich woli (szkoda, że mi nikt nigdy nie dał wyboru między jebanym prezesem a pierdolonym modelem, może moje samopoczucie i samoocena byłyby lepsze kurwa jego mać!!!)
d) utrzymuję kontakt z ludźmi z byłej pracy (ok, poszczególnymi osobami. Ale najważniejszymi. Ludzie to jedyny komponent, dzięki któremu wytrzymałam tam tak długo. Za długo. A może właśnie wystarczająco, chuj by wyczuł)
e) nie martwię się o kasę (jeszcze. Ale premii żal)
f) mam naprawdę sensowne, uporządkowane życie
g) nie mam na nie żadnego planu, ani podstawowego, nie wspominając już o planie B, nie mam bladego pojęcia co będę robić za rok czy dwa, gdzie wyląduje (choć mam nadzieję, że nigdzie, w sensie nie będę musiała się stąd wynosić) i czy w międzyczasie nie trafi mnie jasny szlag na skutek paru chorób psychicznych, których początkowe objawy już u siebie diagnozuję...

Miało się zacząć pozytywnie. Nieważne.

Czego nie można mieć?

Praca chyba co do zasady została skonstruowana tak, żeby jej nie lubić. Gdyby się ją lubiło, nie nazywałaby się pracą tylko hobby.
Chociaż jest chyba jakieś powiedzenie, które mówi "Choose a job you love and you will never have to work".
Job you love my ass.
Nigdy, w przypadku żadnej pracy nie czułam, że ją lubię, nigdy nie szłam do pracy w przyjemnością ani chęcią, nigdy nie miałam poczucia, że moja praca ma sens, coś mi daje albo cokolwiek zmienia.
Nigdy.

W tym momencie na samą myśl o pójściu do pracy i spędzeniu całego dnia w chaosie, na nieumiejętnych próbach ogarniania czegokolwiek, tworzeniu iluzji, że wiem co robię i jak robię oraz udawaniu, że niechcący nie zauważyłam powiększającej się sterty czekających na moje innowacyjne rozwiązania maili, spraw, zagadnień, problemów, pomyłek całego świata które jak jebany bumerang wracają do nas (bo jak to ktoś z mojego teamu podsumował: "Dzięki temu, że inni się mylą my mamy pracę") JEST MI TAK SŁABO, ŻE KOMPLETNIE NIE MAM OCHOTY WSTAĆ Z ŁÓŻKA. Mimo tego, że mój lider kazał mi się wyluzować (cytat dosłowny) a wszyscy wokół uparcie jak jeden mąż powtarzają, że potrzeba więcej czasu - progres jest daleko poza linią horyzontu. Przynajmniej ja tak to widzę. Znowu jest tak, że każdy kolejny dzień jest jebanym zwycięstwem. Nawet odliczanie do kolejnego weekendu boli, zwłaszcza w poniedziałek czy wtorek (wtedy mówię sobie: "Baby steps. One day at the time". Czasem nawet pomaga).
Mam ochotę się zwolnić i odciąć od źródła mojego problemu...

...co natychmiastowo stworzy kolejny problem związany z procesem szukania kolejnej pracy, ogarniania od zera kolejnych niezrozumiałych procedur, nieudolnych prób wpasowania się w środowisko i integracji z grupą, chwilowym (jak dobrze pójdzie) brakiem płynności finansowej i ostatecznie najprawdopodobniej skończeniem dokładnie w tym samym miejscu, w którym jestem teraz. Może jedynie bogatsza o informację, czego jeszcze w życiu nie chcę robić i do czego jeszcze się nie nadaję.

I jak tu nie chodzić wiecznie sfrustrowanym i wkurwionym?!

Tak naprawdę nie lubię zmian. Cenię sobie porządek, sprawdzone schematy i systemy, zrozumiałe polecenia, określoną kolejność i powtarzalność, bo wszystko to daje poczucie bezpieczeństwa a bezpieczeństwo jest zajebiście WAŻNE. Fajnie jest wiedzieć, co się robi, jeszcze fajniej po co się to robi i jak to dobrze zrobić.
Nie ma opcji, żebym obecnie czuła się bezpiecznie.

Może jestem dużo bardziej tępa, niż wszyscy myśleli.

Człowiek uczy się całe życie i głupi umiera, a niektórzy po prostu nie nadają się to niektórych rzeczy. Z określonymi faktami dobrze jest się pogodzić, im wcześniej tym lepiej, ale nie wiem, czy robienie testów predyspozycji zawodowych w wieku 25 lat (po skończonych studiach) jest rozwiązaniem.
Prawdę mówiąc nie mam pomysłu na żadne rozwiązanie.

"Nie traktuj życia zbyt serio. I tak nie wyjdziesz z niego żywy."


Może faktycznie czasem warto się wyluzować. Ale żeby nawet to wymagało tak ciężkiej pracy nad sobą..?

Always keep your head high.
Don't let them know you're afraid.
Even if you're scared to death.

The change is a challenge.
  • Watching: The Following
  • Drinking: coffee

Words don't come easy to me...


   Chciałoby się jakoś podsumować to wszystko i uporządkować myśli, ale z jakiegoś powodu od dłuższego czasu trudno to zrobić. A jest się nad czym zastanawiać, bo zmieniło się dużo. Może niektóre kwestie nie powinny być w ogóle poruszane, inne dawno zapomniane, a pozostałe potraktowane jako lekcja życia i nauczka na przyszłość. A może na niektórych właśnie trzeba się skupić i sprawić, żeby zmiana okazała się korzystna. I popracować nad sobą.

Lwica zawsze spadnie na cztery łapy

   Jeśli coś cię męczy, odetnij źródło bólu. O ile będzie to możliwe, zachowasz zdrowie psychiczne. Jeśli da się to zrobić odpowiednio długo, zdrowie będzie służyć latami.

   Moja decyzja o rzuceniu dotychczasowej pracy chodziła za mną bardzo długo. Może nawet trochę za długo, bo przyzwyczajenie do znanego, mimo iż gównianego status quo było z jakiegoś powodu wyjątkowo silne. Chociaż praca jako taka nie miała sensu, z kasą bywało różnie i wszystko wokół było naprawdę nie do zniesienia, gdzieś tam udało się wykrzesać odrobinę siły, żeby to ciągnąć. Jeszcze miesiąc, tydzień czy dzień.

   Problem pojawił się, gdy ostatni czynnik trzymający mnie tam poszedł się paść. Nigdy nie sądziłam, że będę w stanie robić coś ze względu na ludzi czy też dla ludzi, ale okazało się, że jest to niesamowicie ważne, żeby ocalić zdrowie psychiczne. Gdy ludzi zabrakło, został przekroczony pewien próg.

   Transformacja zajęła dwa tygodnie. Dosłownie i w przenośni spadłam na cztery łapy, bo bardzo szybko, z pomocą Kogoś Szczerze Życzliwego udało mi się znaleźć pracę. Mam co chciałam i tak naprawdę czas pokaże, czy wiedziałam, czego chcę. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, a już mogę stwierdzić, że nie będzie na pewno. Ale z drugiej strony potrafię znosić rzeczy nie do wytrzymania przez naprawdę długi czas. Twój próg bólu Lwico jest znacznie wyższy, niż Ci się wydaje.

Czas powitań i czas pożegnań


   Niesamowite jest to, jak długo można mieszkać w jakimś miejscu i wciąż nie mieć tam życia. A przynajmniej takiego, którego nie dałoby się zostawić z dnia na dzień, gdyby przyszła na to ochota lub potrzeba. Znalezienie dobrego powodu, żeby trzymać się raz wybranego miejsca życia zajęło mi ładne kilka lat. I nie chodzi nawet o to, że w jakimkolwiek momencie było mi tu źle, czy że żałowałam, że mieszkam tu a nie gdzie indziej. Nigdy nie żałowałam, bo szczerze kocham Miasto Mojego Życia. Wybrałam je świadomie i na długo przed tym, zanim przeprowadzka w ogóle stała się możliwa. Postanowiłam spędzić tam trochę więcej czasu niż tylko kilka beztroskich lat studiów, które - nie robiąc szału same w sobie - były naprawdę dobrym czasem. Do czego zmierzam - półtora miesiąca temu zyskałam domownika, który jest prawdziwym przyjacielem i na którego czekałam bardzo długo. Chętnie wracam teraz do domu bo wiem, że ktoś na mnie czeka i zauważy moją obecność. Albo jej brak.

   To, czego nie mogę zmienić ani naprawić to demony przeszłości, które zabrała ze sobą. Ma ich kilka i prawda jest taka, że bardziej niż nie umie, zwyczajnie nie chce się ich pozbyć. Mimo iż powinna. Kiedyś obiecała nam nowe życie, ale nie da się zacząć nic nowego, jak nie zamknie się starych spraw. I mniejsza już o mnie. Lepiej lub gorzej, ale sobie poradzę. Zawsze tak jest. Tak naprawdę nowy etap zaczął się dla niej, ale z jakiegoś powodu kurczowo trzyma się resztek poprzedniego życia.

Some things I never forget

   Niesamowite jest to, jakie rzeczy potrafią zburzyć lub przywrócić równowagę. Oraz to, jak często chcemy przekraczać pewne granice tylko po to, żeby dowiedzieć się, co się stanie.

    Do jednej z nich ostatnio dotarłam. Osiągnięcie jej pozwoliło wyleczyć pewien głęboko skrywany kompleks, który tkwił w głowie latami, a ostatnio stał się wyjątkowo uciążliwy. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że niczego nie żałuję.

   O., jeśli się wystraszyłeś, zniechęciłeś czy rozczarowałeś, naprawdę przepraszam. Chyba nie zawsze jest tak, że ludzie dotrzymują wszystkich obietnic, a nasze wyobrażenia o świecie w stu procentach pokrywają się z rzeczywistością. Nie mam do Ciebie żalu, że podjąłeś taką decyzję. W sumie to może nawet dobrze, że to zrobiłeś.

   K., chciałabym, żebyś wiedział choć w połowie o tym, jak bardzo jesteś wyjątkowy. I że w moim świecie zupełnie niechcący zająłeś szczególne miejsce. Chyba jeszcze nie jestem w stanie wyjaśnić, na czym ta szczególność polega, ale w moich oczach jesteś doskonały. Dziś są Twoje urodziny, i z całego serca chciałabym życzyć Ci, żebyś nigdy nie był sam. I żebyśmy się jeszcze spotkali. Uwierz albo nie, ale chwilami bardzo za Tobą tęsknię.

What about now?

   Całe życie to szkoła cierpliwości. Moja codziennie zostaje wystawiona na próbę poprzez kontakty z różnymi ludźmi, ich pomysły, poglądy i wszystko, czego chcą ode mnie. Jak choćby odwiedzić mnie pierwszy raz od sześciu lat. Drodzy rodzice, witam serdecznie, Miasto stoi przed Wami otworem. Tylko jakoś naprawdę sobie tego nie wyobrażam. Może jeszcze nie muszę.

Wrześniu, giń.

  • Listening to: Iron Maiden - Book Of Souls
Even if you lost hope for better tomorrow, it doesn't mean better tomorrow won't come.

deviantID

Interests

AdCast - Ads from the Community

×

Comments


Add a Comment:
 
:iconboholmphotography:
BoholmPhotography Featured By Owner Feb 20, 2013  Student Photographer
Thanks for the fav
Reply
:iconharlewood:
harlewood Featured By Owner Nov 24, 2012   Artisan Crafter
thanks for the fav! :)
Reply
:iconinnsjo:
innsjo Featured By Owner Nov 17, 2012   General Artist
thank you for the fav :)
Reply
:iconsweetchild-of-prayer:
You're welcome :) Love this picture!
Reply
Add a Comment: